piątek, 20 maja 2011

Łazienkowe szaleństwa

Drodzy czytelnicy!Na moją  dość  długą nieobecność w Internecie zbiegło się kilka spraw. Pierwszą z nich była choroba i śmierć mojej ukochanej króliczki. Panie świeć nad jej duszą. Drugą zaś nieobecność w Krakowie. Przyczyną jej była trzydniowa wycieczka klasowa, zaś celem podróży Stolica. Już na początku pouczono nas, aby pod żadnym pozorem nie przyznawać się , że jesteśmy z Krakowa.( historie ku przestrodze w stylu "-Jestem z Krakowa.Poproszę wodę mineralną." - " 20 zł ")  Nie ma to jak miłość i współpraca miedzy byłą a obecną stolicą! Na szczęście nasze obawy się nie spełniły i bardzo miło spędziliśmy owe 3 dni.
Jednym z zabytków, który zrobił na mnie największe wrażenie były Łazienki. I właśnie tam, w jednej z przepięknych barokowych sal, wypełnionych rzeźbami gołodupców zrodził się pomysł tej sesji.

"Pachnąca pianka i ciepła woda - czegóż chcieć więcej"

"Żaby pomocy!"

teraz tak powinien wyglądać  znak "Uwaga śliska posadzka"






mimo dotkliwego upadku ona dalej się śmieje

Główną bohaterką tych zdjęć jest chyba Ski Fun Barbie. Niestety nie wszystkie parametry się zgadzają. Gdybyście ją lepiej zidentyfikowali proszę o komentarz. 
Bohaterzy drugoplanowi: dwie Gumowe Żaby i Wanienka Z Sephory

wtorek, 26 kwietnia 2011

Złotowłosa i trzy Niedźwiedzie cz. II

Oto obiecana wcześniej sesja zdjęciowa :
" Jak słoneczko miło grzeje"

"Misiu Pysiu nie pchaj mi się w kadr !"

Relaks relaks relaks ....

Prawdziwa gwiazda filmowa

Złotowłosa i  trzy Niedźwiedzie

Ptaszki śpiewają, słonko świeci 
Mam nadzieję, że fotki się podobały. Następna sesja już wkrótce.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Złotowłosa i trzy Niedźwiedzie

Ten blog miał być poświęcony mojej pasji jaką jest zbieractwo Barbie, ale postanowiłam się nie ograniczać. Jak wieść gminna niesie do mojego domu zawitała lalka od Roberta Tonnera. Brendzia okazyjnie upolowana na All
Brenda Starr Golden Goddes
przybyła do mnie pięknie zapakowana w oryginalne pudło. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to to, że te lalki są absolutnie towarem luksusowym. Ciałko lalki sprawia wrażenie solidnego i trwałego. Myślę, że dużą rolę odrywa też to, że owa Złota Bogini ma 40 cm wysokości. Nie żeby lalka nie miała wad, ale uważam że to dość udany model. Moja Brendzia posiada jeden z tych moldów, na który można gapić się godzinami i się tym nie nudzić. Po prostu mordeczka lalki jest urocza i myśląca.
Ale dosyć już  tego słodzenia. Niewątpliwymi wadami są ograniczona artykulacja lalki i farbujące ciałko ubranko.

 A na sesje z Niedźwiedziami musicie poczekać , ponieważ mój aparat odmówił posłuszeństwa.
Fotki do tego posta nie są moje i pochodzą z ebaya.

czwartek, 31 marca 2011

Trupie nowości

 Ostatnio strasznie doskwierał mi brak nowych lalek. Postanowiłam , że trzeba coś zmienić i zapolowałam na  All. Znalazłam świetną ofertę pewnej pani, która likwidowała swoją kolekcję. Nie mogłam  przegapić takiej okazji więc kupiłam całą kupę lalek.Oto i one:
Kompromitujące fotki owej wyczochranej paczki

"Ekskluzywna kąpiel w konewce" 
"Fajne to after party po spa"

środa, 16 marca 2011

Lalki, fryzjer i wspomnienia z dzieciństwa

Jak już wcześniej wspominałam kocham lalki. Szczególnie Barbie i stare porcelanki. Marzeniem każdego kolekcjonera są piękne, wyszukane lalki w długich sukniach i starannie uczesanych włosach. Moim też - każdy ma swoją listę "must have", ale najbardziej cieszą mnie trupki. Baśki, w które mogę tchnąc życie maję dla mnie sentymentalną wartość.

"och jestem taka łysa i nie czuje nóg!"
Moją pierwszą lalką była Extreme Green Skipper z serii Barbie Cool Colors (1997). Babcia dała mi ją na czwarte urodziny. Zachwycona prezentem od razu rozpoczęłam malowanie platynowych włosów na zielono. Wszystkie okoliczne dzieci schodziły się , aby zobaczyć lalkę. Kontynuując tę historię, muszę wspomnieć, że od wczesnej młodości byłam zapaloną fryzjerką. Tak więc wszystkie lalki ochoczo obcinałam "na jeża" ( to wyznanie naprawdę dużo mnie kosztowało :)). I tak też skończyła moja pierwsza laleczka....
Ostatnio sprzątałam i postanowiłam, że muszę coś z Zieloną zrobić. Przecież nie mogła tak smętnie stać na półce i straszyć mnie po nocach ( o ile życie byłoby łatwiejsze bez poczucia winy). Zakupiłam więc blond (treskę czy jak to się zwie) kucyk na allegro. W czasie oczekiwania na przesyłkę ( ach ta Poczta Polska) uszyłam kilka nowych ubranek, ponieważ oryginalne zaginęły bezpowrotnie. Gdy paczka wreszcie przyszła zabrałam się za reroot. Poświęciłam na to kilkanaście godzin i moje ręce, ale było warto. Po prostu Zielona zasługiwała na lepsze życie. Efekt oceńcie sami.
"czuję się jak nowo narodzona"
"Jest ssttrasznie zzzimno !Kiedy skończy się ta sesja?"